iPhone – saifon
Idę ulicą i widzę taki szyld. Przypomina mi się znany rysunek Andrzej Mleczki. Chyba robię się coraz większym geekiem
Idę ulicą i widzę taki szyld. Przypomina mi się znany rysunek Andrzej Mleczki. Chyba robię się coraz większym geekiem
Piszę ku przestrodze. Niedawno musiałem złożyć film w iMovie’09. Wszystko się udało szybko i gładko, jak to w iMovie. Zacząłem eksportować film i będąc bardzo dumnym ze swojego dzieła zaprezentowałem go, bez sprawdzenia, szerszej publiczności.
Niestety okazało się, że film po wyeksportowaniu do pliku (i to nieważne w jakiej jakości i jakiego formatu) mniej więcej w połowie zaczyna mieć problem z dźwiękiem. Tzn pojawia się dźwięk z dalszej części projektu, z zupełnie innych składowych fragmentów filmu. Co więcej z fragmentów, które są wyciszone w projekcie. Problem nie występuje jeśli odtwarza się film z projektu w iMovie.
Poszukałem w sieci i znalazłem wątek na stronie forum supportu Apple. Okazuje się, że problem ma całkiem sporo użytkowników i nie został naprawiony od momentu pojawienia się wersji iMovie’09. Przyczyną tego problemu jest prawdopodobnie ustawienie różnych prędkości odtwarzania fragmentów filmu w projekcie. Co więcej jeśli przywróci się w tym samym projekcie prędkość do standardowej, to bug nadal pozostaje. Nie miałem już czasu i ochoty, bo bardzo się wkurzyłem po kilku dniach roboty, aby sprawdzić czy problem pojawi się jak na nowo, zupełnie od podstaw, stworzę nowy film z tych samych fragmentów.
Daję znać, abyście nie byli tak samo rozczarowani jak ja byłem.
Jedyna nadzieja w tym, że skoro od na prawdę długiego już czasu nie było żadnego updatu do iMovie, zapewne szykowany jest na dniach iMovie 2010, w którym poprawiony zostanie ten problem.
I żeby było jasne – generalnie bardzo mi odpowiada iMovie i wcześniej nie miałem takich problemów. Pech chciał, że pierwszy raz użyłem funkcji spowalniania i przyśpieszania ujęcia.
Dokładnie od wczoraj mam problem w swoim Macbooku Pro (2,8GHz, 17″) z domową siecią. Sieć w domu chodzi na Time Capsule, takiej z pierwszej rewizji (500GB). Do tej pory miałem generalnie wszystko działające – zdarzały się sporadyczne sytuacje, polegające na tym, że nie mogłem się zalogować do sieci po przebudzeniu komputera, ale rozwiązywałem je wyłączając na chwile i zaraz włączając z powrotem AirPort.

Wczoraj zaczęły się grubsze problemy. Sieć zaczęła zrywać. Albo AirPort szukał sieci, albo miał mały zasięg, albo sieć była tylko nie było internetu, albo sieć była i był internet tylko nie miałem dostępu do dysku sieciowego. Generalnie paranoja.
![]()
Na początku myślałem, że może to jest kwestia mojego operatora. Myślałem tak, bo gdy resetowałem modem to sytuacja poprawiała się na jakiś czas (rzędu 30minut). Ale gdy odpaliłem drugi komputer okazało się, że działa on bez najmniejszych problemów. Co więcej działa duuuużo szybciej w tej samej sieci – internet śmiga aż miło. Podobnie jest z iPhonem.

Restartowałem komputer wielokrotnie. Naprawiałem uprawnienia na dysku. Resetowałem PRAM. Ustawiłem w preferencjach sieci AirPort na pierwszym miejscu. Fajnie – komputer zaczął szybciej działać, ale problemy z siecią nie zniknęły.
Pojechałem z komputerem do firmy. Podłączyłem się do sieci postawionej na Cisco z “n” i wszystko było ok. Żadnych zerwań itp. Cały dzień pracy bez problemów.
Wróciłem do domu i jest znów to samo.
Postanowiłem po konsultacji z kolegą Heidim jeszcze jedną rzecz zrobić – wyłączyć Time Machine. Wyłączyłem i …. jak na razie, to już jest ok. 2,5-3 godziny, wszystko działa.
Teraz boję się włączyć Time Machine na nowo, bo obawiam się, że problem znów wróci. Czy mieliście podobne sytuacje? Jak sobie z tym poradziliście? Będę wdzięczny za wszelkie sugestie, bo bez backupu nie chcę żyć – już raz się na tym przejechałem. A bez netu też ciężko…
[Aktualizacja]
Włączyłem Time Machine i niestety wszystko zaczęło się chrzanić tak jak opisywałem wcześniej. Ewidentnie mam jakiś konflikt z Time Capsule i Time Machine. Będę BARDZO wdzięczny za sugestie co mam robić. Przychodzi mi do głowy ponowna instalacja systemu, ale jakoś nie uśmiecha mi się to. Pozostałe komputery i iPhone działają w sieci bez zarzutu.
[Aktualizacja 2]
Zgodnie z sugestią Szymona (dzięki) zmieniłem kanał TC na sztywno i inny niż miałem. Odpukać na razie wszystko jest ok, czyli wszystko działa – mam net i mam backup poprzez Time Machine.
Dzięki za pomoc – mam nadzieję, że wszystko już będzie działać jak należy. Zagadką pozostaje nadal dlaczego tak się stało.
Zauważyłem ostatnio u siebie w domu problemy w działaniu internetu. Przejawiały się one tym, że nie mogłem odbierać poczty z Gmaila, wszystko poza tym działało. Internet w domu mam z sieci kablowej Aster.
Zacząłem drążyć temat. Wszystko posprawdzałem. Myślałem, że może to kwestia mojego komputera, ale w innym miejscu, w redakcji MJ, też mamy Aster i wszystko działało. Zmieniałem routery, podłączałem się bezpośrednio komputerem do modemu i nic. Łącząc się bezpośrednio przez komórkę, wszystko działa.
Wykonałem kilka telefonów na infolinię Aster, ale nic nie potrafili pomóc przekierowując mnie do ich linii “helpdesku”. Tam sekretarka, na którą nagrałem się dwa razy i nikt do mnie nie oddzwonił.
W akcie desperacji postanowiłem jeszcze raz zadzwonić na infolinię. Tym razem udało mi się porozmawiać z bardzo kompetentną miłą panią, która powiedziała, że niedługo oddzwoni do mnie ktoś z techniki – nie wierzyłem. Ku mojemu zdziwieniu w przeciągu 20 minut miałem telefon.
Jeszcze bardziej kompetentny facet od razu wiedział “co mi jest”. Od razu powiedział, że 15.01.2010 Google wprowadziło “kolejkowanie”, cokolwiek to znaczy, ale pokrywa się z początkiem moich problemów. Wytłumaczył, że rozwiązaniem “problemu” jest zamienienie mi adresu IP z lokalnego na publiczy i …. wszystko zaczęło działać. W biurze okazuje się, że miałem od razu IP publiczny i dlatego zapewne działało wszystko bez problemów.
Podobno całe to “kolejkowanie”, cokolwiek znaczy, zaczyna się od godziny 18.00 i do tej godziny mniej więcej wszystko działa. Potem przestaje.
Dlatego jeśli macie Aster i macie problemy z Gmailem, to po pierwsze sprawdźcie czy macie publiczny adres IP.
Potrzebuje wynająć na tydzień w czasie ferii 9 – osobowego busa bez kierowcy. Szukam kontaktu, najlepiej do firmy w okolicy Warszawy lub ewentualnie takiej, która podstawi do Warszawy.
Znacie może jakieś firmy? Będę bardzo wdzięczny za pomoc.
Przyznam się, że Avis, Hertz czy Budget są raczej poza budżetem….

Mistrz świata i okolic. Debilizm do kwadratu. Kolejny eksponat do mojego prywatnego zbioru kretynów za kierownicami.
Zdjęcie dostałem od Norbiego. Zrobił je wczoraj na parkingu w warszawskim centrum handlowym Sadyba Best Mall.
Jak to moja żona stwierdziła – powinny były go przyblokować dwa Smarty, żeby przypadkiem nie odjechał.
Przy okazji życzę Wszystkim wszystkiego najlepszego na nowy 2010 rok. Pozdrawiam.
Poszukuje programu, albo jakiegoś innego rozwiązania, które będzie liczyło mi automatycznie czas od wyłączenia prądu, czyli odłączenia zasilania. Nie interesuje mnie informacja w drugą stronę, czyli na ile jeszcze mam baterię bo to pokazuje system. Interesuje mnie taki programik, który jak odłączę zasilanie zacznie mi sam liczyć ile czasu pracuję już na baterii i zatrzyma licznik w momencie podpięcia zasilania, lub samoczynnego wyłączenia komputera.
Ostatnio coś dramatycznie, w moim odczuciu, spadł mi czas pracy na baterii i chciałbym to realnie zmierzyć, a nie siedzieć ze stoperem w rękach.
Macie jakieś pomysły? Z góry dziękuję.

Może Wy macie pomysł co mam zrobić.
Mam notatki na komputerze oraz w iPhone 3GS (nie wiem czy to jest istotne jaki to model). System 10.6.2. Moje notatki w telefonie są “na miejscu”, czyli wszystkie w Notatkach. Ale na komputerze nie jest już tak różowo. Teoretycznie mam je w mailu w części “na moim Macu” oraz pod jednym, głównym kontem. Tyle, że są one też, i to do tego poszatkowane (tzn nie wszystkie), w skrzynkach mailowych innych kont. Przyznam się, że totalnie mnie to irytuje i wprowadza gigantyczny bałagan. Nie wiem co i jak mam zrobić aby mieć porządek.
Skasowanie z jednego konta powoduje zniknięcie ich z “na moim Macu” oraz z pozostałych kont. Przywrócenie ich powoduje, że pojawiają się znów we wszystkich pozostałych skrzynkach….cyrk na kołach. Jakieś pomysły?
Aha i jeszcze jedno – przynajmniej nie przypominam sobie tego, ale nic nie ustawiałem ani nie zmieniałem, wszystko miało być po bożemu tak jak wujek Steve przykazał, tzn plug’n'play.
Z góry dziękuję.
Nastała jesień i zrobiłem trochę porządku u siebie w domu, nie ukrywam, że pod silną presją żony….
W związku z tym mam parę rzeczy do odsprzedania – może ktoś się znajdzie zainteresowany?
RAM do Macbooków, gry na maki, tusz do drukarki HP, głośniki do iPod/iPhone, telewizor.
Dawno nie używałem programu VLC – ostatnio jeszcze na Leopardzie. Po zainstalowaniu Snow Leoparda sprawdziłem tylko czy działa włączając go na kilka sekund. Potem nie używałem. Jakiś czas temu pojawiła się jego 64-bitowa wersja (1.0.2 Goldeneye) i od razu ją zainstalowałem.
Teraz naszła mnie ochota aby użyć VLC i pojawił mi się taki problem.

Generalnie jak uruchomi się program to na początku wszystko działa tip-top, tylko po jakimś czasie, ok kilkudziesięciu sekund, napisy zamieniają się na takie jak powyższe. Bez względu na ustawione kodowanie. Odinstalowywałem VLC poprzez AppCleanera i na nowo instalowałem – to też nic nie dało.
Czy ktoś ma podobny problem?
Mam standardowe ustawienia i wcześniej, w 32-bitowej wersji (też na Snow Leopardzie sprawdzone), wszystko śmigało. Ki czort?

Miałem niesamowitą okazję porozmawiać ze Stevem Wozniakiem, współtwórcą Apple. Wyszedł z tego bardzo przyjemny wywiad, który niebawem pojawi się w Moim Jabłuszku.
Przy okazji została mi niezła pamiątka:

(nie chodzi o komputer oczywiście, tylko o autograf
)
Uważajcie na klonowanie. Spotkałem się dziś z następującą sytuacją. Nowy komputer ma zainstalowany system .Kompletnie czysty nic poza tym co fabryka dała. Zero plików innych. Dziewiczy. Wszystkie updaty zainstalowane. Jest to standardowy dysk 2,5″ 250GB, 54000rpm. Muszę go zmienić na inny, a co SSD, ale to nie ma w tej chwili żadnego znaczenia.
Rozkręcam komputer wymieniam dysk i myślę sobie – po co mam przechodzić całą instalację jeszcze raz, najpierw Leopard, potem Snow, wszystkie dodatki. Dobre 3 godziny. Po co to mam robić skoro mogę wszystko sobie szybciutko sklonować Carbon Copy Clonerem. Oszczędność czasu niesamowita.
Odpalam CCC, klonowanie nowego systemu z dodatkami zajmuje max 15-20 minut.
Wymieniam dysk, skręcam komputer, wydaje się, że wszystko działa.
Pierwsze wrażenie jest niesamowite. Komputer z nowym dyskiem SSD działa błyskawicznie. Niesamowite. Wyłącza się w okamgnieniu. Robię restart i jedna sprawa mnie intryguje – dlaczego na “starym” dysku 5400 Snow bootuje się w ok 25 sekund, a z nowym “super-hiper-duper-szybkim” SSD w około minutę, z czego przez ok 34 sekundy nie pojawia się nawet szare jabłko. Pierwsze spostrzeżenie.
Po restarcie wszystko hula szybko i płynnie. Aż żal serce ściska, że maszyna z SSD nie jest moja… Przejdźmy zatem do instalacji Parallelsa. Tu pojawia się kolejny zgrzyt. Parallels instaluje się, ale na końcu instalacji wywala błąd. Dotyczy on rzekomej niezgodności jakiegoś składnika jądra systemu z wersją Parallels, którą zainstalowałem (???). Nie zważając na błąd instaluję XPeka. Po instalacji pojawia się kolejny komunikat, że owy błąd może spowodować niestabilną pracę wirtualnej maszyny i dostaję propozycję restartu maka, albo ponownej instalacji Parallelsa. Operację restartu i ponownej instalacji wykonuję kilkukrotnie. Dzwonię do iTXON, firmy która sprowadza Parallelsa do Polski, i nic. Komunikat jak był, tak jest. Ale teoretycznie wszystko działa, także “zostawiam” jak jest. Zająłem się innymi sprawami, ale potrzebowałem skorzystać z netu przez wirtualną maszynę. Okazuje się, że nie działa, choć wszystkie niezbędne opcje i dodatki są zainstalowane.
Ki czort?
W akcie desperacji robię ponowną pełną instalację systemu. Przez Leoparda, potem Snow, wszystkie programy i updaty. Stracone kolejne 3 godziny. Odpalam instalację Parallelsa i …. wszystko się pięknie instaluje i mam na koniec gong oraz białego ptaszka na zielonym tle. Jest pięknie. Odpalony Parallels nie pokazuje błędu i wszystko pięknie jest. Sprawdzam bootowanie – no teraz to jest rakieta komputer wstaje w jakies 15 sekund!!!
Okazuje się, że chyba jednak to klonowanie nie działa tak jak powinno.
Ciekawe kiedy mnie w domu czeka ponowna instalacja, bo po tych wszystkich wcześniejszych problemach jakie miałem, też zrobiłem “żeby było szybciej” klonowanie.
Nie chwaliłem się, ale miałem parę dni temu kolejny pad komputera. Już jestem na prawdę wściekły.
Tym razem dysk wysypał mi system – partycja została. Jak to się stało? Zrobiłem wszystkie aktualizacje, potem naprawiłem uprawnienia na dysku, poczym zrestartowałem system i….to by było na tyle.
Komputer wstał, ale restart zatrzymał się na niebieskim tle, czyli w momencie jak już zgasło jabłko, i zmieniał natężenie podświetlenia ekranu – raz ciemniej, raz jaśniej.
Sprawdziłem, dysk był widoczny podłączony do drugiego komputera w trybie Target Mode. Odpaliłem system z DVD i spróbowałem naprawić dysk i uprawnienia – nic nie dało.
Wkurzony złamałem się i postanowiłem zainstalować Snow Leoparda. Wcześniej nie chciałem, bo czekałem, aż będą dostępne wersje programów, z których korzystam, w wersji na Snowa.
Po instalacji komputer wstał. Wszystko było ok, ale po konsultacji z Kubą, doszedłem do wniosku, że skoro miałem 2 wtopy w przeciągu 3 tygodni, to nie mam na co liczyć w kwestii spokoju. Trzeba wymienić dysk. Decyzja zapadła i postanowiłem kupić dysk Seagate też 500GB, ale w wersji 7200rpm.
Sklonowany zamieniłem w komputerze i……nie wiem co mam o tym myśleć. Komputer zdecydowanie przyśpieszył. Ale:
1. zdecydowanie spadła mu wytrzymałość na baterii. Z 8-8,5h na ok 7h.
2. czuję wibrację na obudowie w miejscu gdzie znajduje się dysk
3. słychać komputer, wynika to z pracy dysku, bo wiatraki nadal są ciche.
Z drugiej strony wzrosła wydajność komputera. W przeprowadzonych testach poprzez Geekbench wyszło, że komputer ma teraz 4267 punktów (na 64-bitach), wcześniej miał 4153 punktów (też na 64-bitach). Jest to wzrost o ponad 100 punktów.
Mam nadzieję, że to jest koniec problemów…

Jakby ktoś się zastanawiał co to za piosenka jest podkładem muzycznym w najnowszej reklamie iPodów nano, to jest to “Bourgeois Shangri-La” Miss Li.
Jednak okazuje się, że można zerwać nawierzchnię, położyć nową i pomalować pasy na odcinku 900m w przeciągu niecałego weekendu. Gdzie? A no w centrum Warszawy, na ul. Andersa, na odcinku od Intraco do pałacu Mostowskich. Robiło to kilkudziesięciu chłopa ciągiem.
To teraz mam pytanie – to dlaczego w innych miejscach takie remonty trwają miesiącami? Albo pobawmy się w matematykę: liczmy, że 1km/3 dni. Od 89 roku minęło 20 lat czyli ok 7300 dni. Z prostej matematyki wynika, że powinnismy mieć od tego czasu przynajmniej 2400km autostrad, czy ja coś źle liczę?