Byłem wczoraj na koncercie Myslovitz w warszawskiej Stodole. O ile koncert fajny, dobrze grali z powerem, to była to dosyć dziwna forma promowania ich ostatniej płyty ”Nieważne jak wysoko jesteśmy…”.

Praktycznie nie było utworów z ostatniej płyty… szkoda.

No i ponownie w Stodole dali dupy z nagłośnieniem – póki jest spokojne granie to dźwięk jak znośny, ale jak zaczynają ostrzej to wszystko się zlewa i nic nie słychać…