Mac i Canon EOS 40D

Przesiadłem się ostatnio na nowy aparat fotograficzny. Ponieważ od kilku lat fotografuje Canonami, wybór nowego body był zdeterminowany posiadaną “szklarnią”. Zastanawiałem się co wybrać – sprawdzoną 5D, czy najnowsze dziecko Canona model 40D. Ponieważ nie zajmuję się fotografią zawodowo, czyli mogę żyć bez pełnej klatki, zdecydowałem się na 40D. Dodatkowo kwestie ekonomiczne też swoje odegrały ;-)

Aparat jest fantastyczny. Super krok do przodu. Pomimo “różnych” opinii krążących w internecie, ja jestem zachwycony. No ale nie będę się na jego temat rozpisywał, bo zrobili to już inni, dużo lepiej (dpreview.com i optyczne.pl). Skoncentruję się na jego współpracy z makiem.

Kupiłem, rozpakowałem i zacząłem robić zdjęcia. Wszystko było super do póki robiłem jpgi. Wrzucałem je do kompa poprzez PCMCiA. Problem zaczął się jak zrobiłem RAWy.

Photoshop pokazał mi coś takiego:

 

Oj, niedobrze. Spróbowałem iPhoto, było podobnie

 

Dobra, pomyślałem, Aperture da radę, ale i tu było BZ, wrażenie było najgorsze bo informacja była na czerwono. Nic się nie zmieniło nawet po piątkowym updatcie do wersji 1.5.6.

Niestety nie posiadam Lightrooma aby sprawdzić co i jak.

Zacząłem zastanawiać się co robić. Moje rozterki zbiegły się z prezentacją Canona, która odbyła się w Warszawie 22.10. w Hotelu Polonia. Prezentacja dotyczyła nowości foto/video/druk. Stwierdziłem, że zajrzę na nią aby spytać się u źródeł co z moim problemem począć.

No i tu pojawia się pierwsze zdziwienie – wchodzę, a chłopaki mają prawie wszystko popodłączane do makówek. Najnowsze iMaki, MacBook Pro, Cinema Displays……..poczułem się jak w domu ;-)

Drugie zdziwienie dotyczyło oprogramowania – wszystko pięknie chodzi i działa.

Widać, że Canon stawia na kooperacje z Apple.

W swojej indolencji zupełnie zapomniałem, że Canon dołącza do swoich produktów darmowy software. Darmowy wcale nie oznacza beznadziejny i prosty. Do tej pory byłem przyzwyczajony do tego, że wszystko było zaszyte w systemie Appla i nic nie potrzeba było doinstalowywać. A tu proszę Canon dołącza pakiet profesjonalnego oprogramowania do obsługi aparatu, i to wszystko w cenie sprzętu. Extra.

Wróciłem do domu, rozpakowałem soft i go zainstalowałem, podłączyłem aparat do kompa i wszystkie problemy rozwiązały się.

kliknij aby powiększyć

Instalacja przebiega bezproblemowo. Wkładasz płytkę, wybierasz “Install”

Pojawia się następne okno z zapytaniem jaki typ instalacji chcemy przeprowadzić – ja wybrałem “Custom”

Teraz przystępujemy do wyboru programów, które chcemy zainstalować.

 

 

Image Browser – to jest program do katalogowania zdjęć

PhotoStitch – prosty program do robienia panoram, działa bardzo fajnie i w mega prosty sposób

Digital Photo Professional - w skrócie DPP, bardzo dobry, profesjonalny program do obróbki RAWów

EOS Utility – program do obsługi aparatu

WFT Utility – program do obsługi gripa z funkcją WiFi

Picture Style Editor – ciekawy program do tworzenia własnych stylów, ustawień które można potem używać w DPP lub ….. wgrać do aparatu.

Ja wybrałem wszystko oprócz WFT Utility. Nie mam takiego gripa to stwierdziłem, że nie będę marnował miejsca na dysku.

Instalacja przebiegła szybko i bezboleśnie, tylko na końcu pojawiło się okno, które może jest standardem dla windowsowców, ale mnie trochę zdziwiło

Po restarcie mamy w docku kilka nowych ikon.

Opiszę, po krótce, trzy najważniejsze dla mnie programy: EOS Utility, DPP oraz Picture Style Editor.

Odpalam EOS Utility, aby zobaczyć co mogę zrobić z aparatem. Pojawia się takie okno:

To jest takie centrum obsługi aparatu. Z poziomu tej aplikacji mogę zrzucać zdjęcia i nimi zarządzać (uruchamia się automatycznie DPP),

kliknij aby powiększyć

zmieniać ustawienia aparatu, czy też zdalnie obsługiwać aparat.

Zdalne zarządzanie aparatem jest banalnie proste. Pojawia się okno, imitujące wyświetlacz aparatu, ale różniące się od rzeczywistości. Myszką zmieniamy dowolne parametry. Jest to proste i bardzo wygodne rozwiązanie. Docenią je na pewno osoby robiące zdjęcia w studiu. Dzięki tej funkcji zdjęcia zrzucają się bezpośrednio do komputera.

Możemy sobie też np. wpisać nazwę użytkownika, nazwę która będzie się pojawiać w EXIFach zdjęć wykonanych tym aparatem.

Fajna funkcja, bardzo mi się podoba.

Kolejną rzeczą, która działa bardzo przyjemnie jest podgląd w czasie rzeczywistym. Canon EOS 40D ma funkcję Live View, czyli podglądu na żywo na LCD. Podnosi wtedy swoje lustro i zachowuje się jak compact.

Funkcję tą możemy uruchomić nie ruszając się od komputera:

Uruchamia się wtedy nowe okno, w którym na żywo możemy obserwować to co “widzi” obiektyw.

kliknij aby powiększyć

Możemy tutaj ustawiać nawet ostrość, suwakiem, powiększając sobie np wybrany fragment, lub zmieniać w czasie rzeczywistym balans bieli.

Przejdźmy teraz do RAWów. Przyznam się szczerze, że nie mam zbyt dużego doświadczenia. Próbowałem wcześniej pracy z nimi na Aperture mając Canona EOS 20D. Niestety przy moim sprzęcie (Powerbook G4 1,5GHz, 2GB RAM, 128 MB VRAM) apretura działała niczym strategia turowa…..Zrezygnowałem. Robiłem tylko zdjęcia w jpg i tyle. Dlatego też z pewnym niedowierzaniem podszedłem do DPP. Z aparatem Canon dostarcza najnowszą wersję.

Może nie wygląda tak ładnie jak Aperture, choć to kwestia gustu, sprawuje się nadwyraz sprawnie na moim wiekowym sprzęcie. Wszystkie funkcje działają płynnie, nie ma przestojów. Dla mnie bomba.

Na koniec kilka słów o Picture Style Editor.

Po co w ogóle to jest? Canon wprowadzając EOSa 30D, dodał nową funkcję do poprawy/zmiany kolorów w zdjęciach – tzw style. W Canon EOS 40D standardowo mamy styl Standard, Neutralny, Portret, Krajobraz, Monochrom i Dokładny (cokolwiek to znaczy). Teraz dzięki temu programowi możemy tworzyć własne profile kolorystyczne. O tyle jest to sprytne, że stworzone przez nas profile możemy używać w DPP jak i wgrywać bezpośrednio do aparatu. Obsługa jest banalnie prosta i ogranicza się do przesuwania suwaków. Jak wybierzemy ustawienia, które nas satysfakcjonują, zapisujemy plik. Plik ten potem możemy otworzyć w DPP podczas konwersji RAWów, albo dzięki EOS Utility wgrać go do aparatu.

kliknij aby powiększyć

Mam nadzieję, że ten krótki, subiektywny opis pomoże świerzoupieczonym posiadaczom Canona EOS 40D.

Jestem na prawdę szczęśliwy, że udało mi się rozwiązać swoje problemy oraz odkryć zupełnie nową funkcjonalność swojego aparatu. Dodatkowo mój sprzęt okazuje się, iż przynajmniej dla Canona, jest wystarczający do współpracy z ich aparatami. Zakup nowego aparatu nie zmusza do wymiany komputera ;-)

Canon twierdzi, że jego oprogramowanie jest zdecydowanie najlepsze we współpracy z ich aparatami. Lepsze od konkurencji. Chyba coś w tym jest. Jakby ktoś się do tego stwierdzenia przyczepił to zadam pytanie – czyż nie jest tak, że Apple też mówi, że soft przez nich firmowany ma gwarancję najlepszej współpracy z ich sprzętem?

I cukiereczek na koniec – cała dokumentacja do wszystkich programów jest na płycie w PDF-ach po Polsku…….

[Dodano 3.11.2007]

Apple opublikowało informację, iż pod Leopardem w Aperture i iPhoto, jest już obsługiwany Canon EOS 40D.

Dodatkowo zciągnięcie najnowszej wtyczki Camera RAW 4.2 daje podobno możliwość pracy z Photoshopem CS3 (niestety na mojej wersji Photoshopa CS2, nie chciała ta wtyczka działać) i Lightroomem 1.2 (nie mam i nie mogłem tego przetestować).

[Dodano 26.11.2007]

Po przesiadce na Macbooka Pro oraz Leoparda potwierdzam, iż wszystko działa z automatu – Aperture i iPhoto widzą RAWy z 40D. Sprawdziłem, najnowsza wtyczka dla Adobe też działa.

Wszystkie programy dołączone do 40D instalują się i działają bez problemów.

No i na koniec – Aperture przestało być strategią turową….. ;-)